poniedziałek, 31 października 2016

Pojechałam po cukierki...

Z pieskiem się wybrałam... :D
W drodze po cukierki,
 wdepnęłam do paru sklepów...
Oczywiście do Mohito:D
Piesek odwiedził stare kąty;)
Poradził żeby poczekać na przeceny...
Poczekam więc:D
Cukierki oczywiście kupiłam!
Na to straszne "amerykańskie" święto, 
powodujące opętania i zgrzytanie zębów co niektórych;))
 Za stara jestem na latanie z koszyczkiem,
więc pobawiłam się na snapie :D
:D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Płaszcz - Mohito
Sweter - Mohito
Spódnica - Orsay
Buty - Lasocki
Torebka - Atmosphere
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

piątek, 28 października 2016

Spacerując z księżną Daisy....

Macie ochotę na spacer?
Po zamku Książ... :)
 Dawno, dawno temu...
Mieszkała tutaj księżna Daisy z rodziną...KLIK
Wiecie czego jej najbardziej zazdroszczę?
Nie!
Wcale nie tego sznura pereł!
 7-metrowego z ponad 2 tysięcy cennych kulek!
Ani wspaniałych futer!
 Ani  szaf pełnych sukien!
 Nawet tych torebek jej nie zazdroszczę:))
Pięknych komnat także!
Nawet tego dywanu,
 który mi do bluzki pasuje też jej nie zazdroszczę;))
I sali balowej...
Choć nie omieszkałam  na niej popląsać :D
Tych pięknych mebli też jej nie zazdroszczę;)
Ani tapet i obrazów:D
 Ani nawet widoku z okna;)
Wiecie czego jej zazdroszczę?!
KUCHARZY!!!
Nie musiała gotować kobita!:D
Sprzątać też, ani prasować !
Jak się księżnej w domu nudziło, bo obiad kucharze robili, a całą resztę służba...
To spacerowała sobie  po ogrodach:))
 A było gdzie! I nadal jest:)
Pewnie jak wyszła rano, 
to do kolacji mogła się snuć po jego zakątkach;)
Pomimo tego zamku, biżuterii, pięknych ogrodów, kucharzy i księcia przy boku-
 - księżna wcale nie miała takiej zadowolonej miny jak ja...

Była nieszczęśliwa w małżeństwie... 
Wyszła za mąż bez miłości...
Rozwiodła się z mężem po latach...
Jak widać perły nie zdołały wynagrodzić braku uczuć...
Książę słabo się chyba starał;)
Tutaj można o Daisy poczytać KLIK
Pozostały po niej wspomnienia...

Perły podobno zaginęły...
No... Chyba, że je wywiozła jednym z takich pojazdów;)
Na zamku Książ Daisy już nie ma, ale życie tętni...

Można nawet spotkać księcia:))
Co prawda z kopytami, ale zawsze!
Lovelas ma na imię:))
 Piękny!
Polubiliśmy się:))
Długi był ten spacer z księżną...
Zmęczyłyście się?
To posiedżcie chwilę ze mną:))

Wycieczka jest zaległa - majowa!
Teraz pewnie ogrody wyglądają inaczej, ale nie mniej pięknie:))

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kurtka - Stradivarius
Bluzka - Bershka
Spodnie - Escada
Torebka - Atmosphere
Kolczyki - sklepik z biżuterią 5 zł
Wisior - sklepik z pamiątkami Książ
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

środa, 26 października 2016

Każda wariatka ma na głowie kwiatka, czyli dzień z życia kury domowej ;)

Jesień w pełni, 
a ja jeszcze nie pokazałam się Wam w moim kapelutku!
Nie może, to być!
Przypomniałam sobie o tym wczoraj, wracając z "kurzęcych" zakupów...
Zakupy "kurzęce" znaczy spożywcze, dla domu i rodziny;)
Jak widać kapelutek ciut już przyprószony siwizną...
Nowego, o którym rok temu pisałam KLIK, wciąż nie mam.
Pani krawcowa za duży mi uszyła, więc wciąż jest w poprawkach...
Chyba nie powinnam  mówić, że mi się nie śpieszy...;)
 Tak więc widzicie, nie znormalniałam - kapelutek wciąż w użytku:D
Czyli mój zwyklak codzienny z serii - "narzucę na siebie, to co mam pod ręką":D
Żeby nie było całkowitej pustoty na blogu - wszak te z naciskiem na ciuchy,
 są uznawane za najbardziej bezsensowne o czym  pisałam np. tutaj klik ;)
Wspomnę coś o gotowaniu:D
Bo jak baba gotuje, to jest "prawdziwą babą", a jak nie, to nie wiadomo czym;)

Nie będzie o sosiku z muchomorków:D
Ale o zupie grochowo-krupnikowej!

Bo mąż mój, zapragnął jakiś czas temu spożyć na obiad grochówkę.
Obiecałam nawarzyć takowej:D
Nawet nie zapomniałam namoczyć grochu!
Kawał gnata do zupy dodałam, żeby pożywna była!
Przygotowałam sobie pomocnika z serii Winiary, żeby smaka miała;)
No i w ostatniej fazie gotowania zaprawiłam zupsko tym smakiem!
Tyle, że gdy już go dodałam, zorientowałam się, że cosik pomyliłam:D
Do grochowej wleciał krupnik:D

Gęba na kłódkę!
Mężowi nic nie mówię!
Postawiłam przed nim talerz...
Nabrał łyżkę i mówi:
"A nie miała być grochówka?"
Na to ja:
"Jakby Ci to powiedzieć... Też jest..."

Mina męża mego bezcenna... Ale zjadł:D

Na drugi dzień pyta co zrobię na obiad...
Na to ja: " Nie wiem co mi do garnka dzisiaj wpadnie" :D
Hahahaha:D

Takie, to moje gotowanie...
Ta dam!
Niespodzianka! :D

I wspomnienie młodego kapelutka na zakończenie:D
Wszak towarzyszy mi on od początków blogowania...
Jak i ciuchy z Mohito:D
2010 KLIK
Hm...
Muchomory w zasadzie też jadalne, ale podobno tylko raz;)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kapelusz - własnoręcznie uszyty;)
Płaszcz - Mohito
Spodnie - Mohito
Buty - Lasocki
Torebka - Primark
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~