środa, 27 stycznia 2016

Podsumowanie 25 lat mojej pielęgnacji twarzy oraz test kremu Janda:)

Po 25 latach dbania o cerę, a dokładnie po 27-miu, 
mogę stwierdzić jedno - to jak się zestarzejemy najbardziej zależy od genów
 i trybu życia oraz tego czy nas jakaś choroba nie dopadnie.
Cała reszta, to dodatek, który ani nie zaszkodzi ani nie pomoże.
Kremy przeciwzmarszczkowe, które miały zapobiec powstaniu zmarszczek
 na mej twarzy, nie spełniły swego zadania;)
A według obietnic producentów, ich stosowanie 
w przyszłości miało przynieść efekty - nie przyniosło.

Teraz używam rozmaitych specyfików, które mają zlikwidować zmarszczki.
Co ciekawe także tych firm, które wcześniej zapewniały, że te zmarszczki nie powstaną ;)

Od 10 lat wiem, że to ściema, wcześniej jeszcze się łudziłam .
Koncerny kosmetyczne oszukują nas bezkarnie i to mnie najbardziej wkurza.
 Mogą sobie cuda na tych pudełkach powypisywać i nic im za to nie grozi.
A ja chcę, żeby pisali prawdę. Chcę kupować produkt, 
który zadziała tak jak obiecuje producent.
Jeżeli kupuję telefon i ma on w opcjach wi-fi, to chcę żeby działało ;)
Wy chyba też?:D
Biorąc przykład ze speców z kosmetologii mogliby sobie dodać opcję Teleportacja:D
I bezczelnie wyjaśniać, że może kiedyś w przyszłości zadziała... 
Warto kupować i naciskać ten guzik ;)

A która po ujrzeniu takiej fotki nie skusi się na zakup ?:D

A dlaczego tak się tego przyczepiłam?
Ano dlatego, że testuję ostatnio trochę tych kremów "cudów".

Ktoś mógłby powiedzieć: 
Całe życie nic ze sobą nie robiła, a teraz ma pretensje o zmarchy;))
No więc robiła:D

Zacznę od tego, że wychowałam się na wsi w czasach PRL-u,
 w terenie wolnym od nawozów sztucznych i chemii;)
Czyli jestem typową Słowianką na "swojskiej śmietanie chowaną" ;)
Piłam mleko prosto od krowy, jadłam marchewki sadzone przez babcię
 i obżerałam się śliwkami z babcinych drzewek:))



Już jako 15-stolatka zastosowałam pierwszy sposób na zachowanie gładkiej buzi.
Postanowiłam się nie uśmiechać, żeby nie mieć linii wokół ust.
Taka byłam nawiedzona:D
Nawet zaczęłam chodzić z półotwartymi ustami, żeby przy okazji  wyglądać seksi;) 
Na szczęście szybko załapałam, że to moje seksi wyszło jak "przymulona, niedospana"...
I, że chyba lepiej mieć zmarchy od śmiechu niż od złości:D

Czasy liceum, to nakładanie na twarz kremu Nivea jak udało mi się go dorwać
 i jak mi się przypomniało. Bo jeszcze tak z kremami nie szalałam;)
Oraz tego co ziemia dała, czyli maseczek domowej roboty: z ogórków, miodu, ziemniaków, jajek!
 Po prostu ze wszystkiego!
Teraz takich nie polecam ze względu na  sporą zawartość nawozów:/

Największy bum na pielęgnację przypadł u mnie, w wieku 22 lat,
 gdy zaczęłam pracę i mogłam już sama kupować sobie kosmetyki.

Maniaczka kremów!
Tym wtedy byłam:)))
Kupowałam całe serie danej firmy: krem pod oczy, na szyję,
 na twarz (dzień i noc) plus maseczki.
Firmę zmieniałam średnio co 2-3 miesiące po skończeniu serii:)

Stosowałam kosmetyki z różnych półek cenowych, polskie i zagraniczne: Eris, Nivea, Soraya, Uroda, Celia, Dax Cosmetiks, Dermika, Iwostin,  , L`oreal, Vichy, Avene,  kosmetyki z błota z morza martwego( nie pamiętam firmy), Lumene, Avon i wiele innych...

Żadne z nich nie zapobiegły powstaniu zmarszczek;)

Gdy skończyłam 25 lat poszłam do kosmetyczki,
 żeby się dowiedzieć, jak w tak dojrzałym wieku;) mam się zajmować skórą:D

Oczywiście dostałam typowe porady: maseczki i kremy przeciwzmarszczkowe:D

Stosowałam też podstawowe  zasady zapobiegające powstaniu zmarszczek:
- nie paliłam... a mam zmarchy wokół ust;)
- nie marszczyłam czoła... a mam lwie zmarchy;)
- nosiłam okulary przeciwsłoneczne... mam kurze łapki;)
- acha! i z 15 lat spałam na wałku, żeby zmarszczek na szyi nie mieć! 
w tamtym roku zaczęły się pojawiać :p

Po skończeniu 30 lat przestałam się latem opalać.
Na solarium byłam tylko kilka razy w życiu.

Po 35-tce trafiłam na forum Wizaż, gdzie na dziale kosmetycznym
 wyczytałam o cennych filtrach przeciwsłonecznych.
Oczywiście od tej pory stosowałam krem z filtrem 50 codziennie:))

Jednak już w tym czasie minął mi szał na kremomaniactwo,
 choć jeszcze szukałam różnych sposobów na pozbycie się zmarszczek,
 które  zaczęły mi w tym czasie wyłazić.

Np. na lwią zmarszczkę, kupiłam na allegro specjalne plasterki...
Oglądałyście "Ze śmiercią jej do twarzy"  z Meryl Streep?
No właśnie tak prawie wyglądałam:D
28 sekunda w zwiastunie;)

Oczywiście plasterki nie zadziałały.
Od 40-stki do teraz,  już nie szaleję;)
Wiem, że zmarszczki zlikwidować może tylko medycyna estetyczna.
Dlatego nie wydaję kupy kasy na kremy, bo nie warto i Wam też, to radzę.
Lepiej odłożyć te pieniądze na poprawki w przyszłości,
 jeśli taka Was najdzie ochota;)
Jak się ładnie zestarzejecie, to kasa będzie jak znalazł na jakąś wycieczkę:D

Myślę, że mam zdrowe podejście do starzenia.
Nie mam nic przeciwko zmarszczkom. 
Mam 47 lat i nie chcę mieć buzi dwudziestolatki;)
Nie mam też nic przeciwko drobnym poprawkom.
 Wszystko jest dla ludzi.
Jak się obżerasz, to jesteś gruba,
 a jak przesadzisz z wypełniaczami, to wyglądasz jak Pani Minge.
Tak, wiem, Pani Minge, tłumaczy się chorobą. Bardzo jej współczuję.
Ale czy to nie dziwne, że gwiazdy w chorobie mają efekt uboczny,
 jak po wizycie w gabinecie medycyny estetycznej, a zwykłe kobiety już nie? ;)
Moją mamę, która cierpi na podobne schorzenia jak Kayah i Pani Minge, też to dziwi;)
Też by chciała, żeby jej zmarszczki wygładziło:D

Przytoczyłam akurat te dwie Panie, bo są w moim wieku:)



Krem, który firmuje swoim nazwiskiem nie wiem, czy będzie taki super.
Pierwszy test oblał;)
Są trzy zdjęcia:)
Po 15 minutach miał wygładzić zmarszczki i nie wygładził.
To po co obiecują ja się pytam?!;)
Następny, dokładniejszy test, zapodam za około miesiąc:))

Niebawem opinia o kremach L`oreal, które tutaj klik obiecałam przetestować:)
Już Wam mogę powiedzieć, że dzisiaj piszę reklamację ;)
P.S. Flos-Lek do dzisiaj nie opublikował mojego testu klik Dermokosmetyku;)

Pozdrawiam!
WrednaTesterka:))
Powyżej 40-stolatka,
a poniżej 20-stolatka, czyli magia fotografii:D
Po 40-stce najlepszą pozycją do robienia selfie jest ta horyzontalna;)
A jak strzelimy sobie zdjęcie z lampą, to nawet fotoszop nie jest potrzebny.
Czyli rada jak robić fotki, gdy kremy nie usunęły nam zmarszczek:D

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Stęskniłyście się za Kaszpirowskim? ;)

 Dawno  nie było go na blogu, ale mnie towarzyszy często.
Dlaczego sweterek dostał ksywkę Kaszpirowski,
 można się dowiedzieć tutaj klik.:D
Ktoś  lisa wywąchał;)
Albo chce dołączyć do  rudzielców;)
Niestety nie tym razem, bo wybieraliśmy się do kina:))
Razem z moimi chłopakami (mężem i synem),
 wymęczyłam się na "Nienawistnej ósemce" klik Tarantino;)
W sumie nie był taki najgorszy, ale strasznie długi! Prawie 3 godziny!
Podzielony na rozdziały... Dopiero w 4-tym zaczęło coś się dziać. 

A dokładniej, zaczęli się odstrzeliwać;)
Przy czym, walili chyba nabojami na niedżwiedzie,
 bo dwa strzały i nie było głowy;)
Oczywiście krew chlustała jakby ktoś ją wiadrami  rozlewał :D
Cały Tarantino...
 Przypomniałam sobie czemu nie jestem jego fanką;)
 Wiedziałam, że może być dziwnie i krwiście.
To lubię;)
Jednak nie spodziewałam się takiej dłużyzny!
Syn mój trzy pierwsze rozdziały przespał... 
Obudziła go dopiero strzelanina:D
Tak!
Jestem żarłaczem kinowym!
Bez paszy nie ma oglądania:))
Ale chrupię po cichutku;)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sweter - Medicine
Spódnica - Mohito
Kozaki - Deichmann
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

piątek, 22 stycznia 2016

47 level

W grach, to całkiem niezły wynik...
W babskiej metryce ciut gorszy;)
Według niektórych ludzi powinnam  "starzeć się z godnością".
"Bla, bla, bla... Tego Ci nie wypada, tamto już nie dla Ciebie..."
Kto by ich słuchał? ;))
Mam to tak samo w tyłach jak i ten piesek:D
Zamierzam się starzeć po swojemu;))
:D
To do następnego levela! ;))
Gwoli wyjaśnienia...
 Stuknęło mi dzisiaj 47 lat :D
Czuję się tak samo jak przy 37 levelu;)
A nawet jak na 27!
No chyba, że wyciągam coś spod łóżka i mnie skurcz złapie:D
Wtedy wskakuję od razu na 77 level;))
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Szpilki - Mohito
Spodnie - Motivi
Koszulka - Sh
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

czwartek, 21 stycznia 2016

Co robiłam, gdy mnie parę dni nie było...

Bez obawy...
Zachowywałam się  stosownie do wieku:D
Wylegiwałam się na gumowych kółkach...:D
 I zjeżdżałam sobie na nich z górki... ;)
Było szybko i podskakująco:))
Na szczęście nie posiadam jeszcze sztucznej szczęki, bo bałabym się, 
że wypadnie mi ona ze śmiechu:D
Albo na tym wyskoku, który widać na górze trasy;)
Po zjeżdżaniu z górki przyszła pora na zabawę w księżniczki:))
 Bo kto nam zabroni?:D
 Rzucać się śnieżkami na rynku w Bydgoszczy też chyba nikt?;)
 Szkód nie poczyniłyśmy, więc straż miejska nie interweniowała:D
Do "złego"  skusili mnie siostra i szwagier,
 którzy wpadli do nas na parę dni:))

czwartek, 14 stycznia 2016

Sukienka balowa z 1992 roku:))

Karnawał w toku, a ja buszuję w szafie i we wspomnieniach:))
Wyszperałam ze wspomnień i szafy sukienkę...
Miałam 23 lata, gdy w niej balowałam:D
Ciut mi od tej pory przybyło...
Można by rzec: lat, zmarszczek, siwych włosów i kilogramów:D
Na szczęście tych ostatnich najmniej;))
A sukienka nie zmieniła się ani troszeczkę.
I widać po niej, że nietypowe ciuchy lubię nie od dziś:))
24 lata temu, zeszłam Wrocław  wzdłuż i wszerz, obleciałam wszystkie sklepy
 (a galerii wtedy nie było!), aż w końcu trafiłam na tę idealną!
Wisiała sobie w butiku, w którym rok póżniej kupiłam następną ;)
I znowu za połowę wypłaty;)
Wyjątkowej sukienki potrzebowałam na Bal Podchorążych, 
na który zaprosił mnie chłopak:))
Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że przyszły mąż:D
Chłopak zdał egzamin:D
Wytańczyłam się!
Więc na następny bal też się dałam zaprosić ;)
Z tego kolejnego, znowu bardzo udanego, mam nawet jedno zdjęcie!
Kiecka z piórami do obejrzenia tutaj klik.
1993
Może sukienka jeszcze kiedyś pobaluje...
Dzięki tym sprytnym wiązaniom, 
wcisnę się w nią, nawet jak mi troszeczkę tu i ówdzie przybędzie;))
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Biżuteria sztuczna - prezent:)
Sukienka - Vintage, Maggie Collection
Buty - PrimaModa
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy:))

 Jestem jak najbardziej ZA:))
Jeśli ktoś jest przeciw,  też ma takie prawo.
Jednak jak to Owsiak powiedział: "Niech chociaż nie przeszkadza".
 No cóż... 
Co do przeciwników, to uważam, że powinni zastrzec sobie,
że gdy wylądują w szpitalu, to nie chcą korzystać ze sprzętu podarowanego przez WOŚP ;)
Podobne zdanie mam na temat  osób,
 które są przeciwne oddawaniu swych narządów do przeszczepów.
Masz takie prawo człowieku. Oczywiście! 
Ale zaznacz sobie w dokumentach, że
nie chcesz od nikogo żadnej nerki, wątroby,  a serca, to już w szczególności;)
Nawet krwi!
Radż se sam, jak taki z Ciebie egoista;)
I tyle w temacie:))
 Ode mnie "bierta co chceta",  gdy już  nogi wyciągnę!
Co ma się zmarnować;)
Mąż ma  zapowiedziane, że zanim mnie wsadzi do pieca,
( bo przez robale nie chcę być zjedzona;)),
ma dać do wycięcia co się da:D
Resztę ma rozsypać w jakimś zamku...
Oj, wiem, że nie można...
Ale jak do kieszeni troszeczkę mnie weżmie
 i przez dziurę na jakiejś wieży wysypie, 
to chyba nikomu nie zaszkodzę;))
Podsumowując... 
Serduszkami obklejona, obklejałam!:D
I do puszek groszaki wrzucałam:)))
Przy okazji sprawdziłam w aparacie klik opcję "portret nocny" 
i okazało się, że wychodzą na niej lepsze fotki niż na "zmierzchu" ;)
Tutaj klik  były robione na "zmierzchu".
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czapka - Sh
Szal - F&F
Kurtka - Mohito
Spodnie - Mohito
Buty - CCC
Rękawiczki - Biedronka
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

sobota, 9 stycznia 2016

Rzymianin - Centurion

 Jak ten czas leci...
Pamiętam jakby, to było wczoraj, gdy dostałam zadanie od syna mego:
 "Chcę być przebrany za Rzymianina!"
Żeby matce nie było za łatwo... "Centuriona!"
Młody od przedszkola fascynował się starożytnym Rzymem i Egiptem:))
Zaszokował Panią z zerówki, gdy na zadanie:
 " Wymieńcie słowo z samogłoską".
Odpowiedział: "Echnaton":D
 Przebranie chyba mi się udało, bo następnych kilka zabaw karnawałowych
 miałam z głowy - rządził Centurion:))
Odpoczynek wojownika po ciężkich bojach... ;)

Zauważyłyście bandaż?
To nie charakteryzacja - mój synek od małego doznawał rozmaitych wypadków.
Tutaj zwichnięcie palca:D
Pora zimowa, więc kolana są całe;))
Centurion z godnością patroluje drugą szkołę ;)
 
Ciekawostka - zdjęcia i filmik, to dwa różne bale,
 a na dodatek z różnych szkół.
W pierwszej klasie podstawówki, dwa miesiące przed końcem roku,
 armia rzuciła nas w inne miejsce.
Taki los żołnierskich rodzin...
Syn mój szybko zdobył nowy teren:D
Centurion miał sobie nie poradzić?!;))

A jak zrobić takiego wojownika?

- kupujemy zestaw "mały rycerz" z hełmem, napierśnikiem i mieczem:)
- nabywamy srebrny, sztywny papier oraz srebrny śniadaniowy
- czerwoną bibułę
- obskakujemy lumpeksy w poszukiwaniu
 czerwonego, za dużego t-shirtu oraz portek 
(syn odmówił założenia spódniczki;))
- w lumpeksie szukamy jakiejś czerwonej kiecki na pelerynę
 lub nabywamy z metr w "tkaninach" 
- pożyczamy pasek od tatusia lub szukamy po lumpeksach;)

Wykonanie:
Z bibuły wycinamy pióropusz - z kilku warstw i zszywamy go u nasady.
Hełm obkładamy srebrnym śniadaniowym papierem. 
No, chyba, że mamy srebrny, to kłopot z głowy;)
W hełmie robimy na środku dwie dziury (rozpalony nad gazówką gwóżdż i gotowe;)).
Można zrobić więcej dziur, zależy jak nam się będzie trzymał pióropusz.
Przyszywamy go na sztywno - czym się da!:D
Ma stać! Nie ma zmiłuj!

Ze sztywnego, srebrnego papieru wycinamy elementy zbroi-
 - naramienniki i to coś "naspódniczkowe";)
Doszywamy, to do koszulki i paska (owiniętego wcześniej papierem).

Z kiecki nabytej w lumpku, wycinamy pelerynę
 i doszywamy ją do napierśnika:)

Obuwiem dobrze jak są sandały!
Bez skarpet!;)
Widział kto centuriona w skarpetkach!;))

Jeszcze tylko parę blizn na twarz!
Konturówką matki:D
Miecze w dłoń i gotowe!
 Tutaj klik Żółw Ninja i reszta przebrań w moim wykonaniu:))

Mojemu wojownikowi stuknęło parę dni temu 17 lat...:))
Mały chłopczyk zamienia mi się w mężczyznę...:))