sobota, 17 września 2011

Jajcarska maseczka na włosy

Ostatnio często farbuję włosy.
Od paru miesięcy  uparcie dążę do marchewkowej rudości.  Niestety skutkiem ubocznym tych eksperymentów jest osłabienie  czupryny.
Ostatecznym ratunkiem jest w takim wypadku maseczka z żółtek.
Stosuję ją od lat, gdy  już zawiodą wszelkie nowinki  z serii  Dove, Pantene itp.


Do średniej długości włosów potrzebujemy:
- 2 żółtka
- cytrynę
oraz miseczki i woreczek na włosy.


Do żółtek dodajemy kilkanaście kropli soku z cytryny.
Jeżeli mamy w domu  naftę kosmetyczną , witaminę A lub inną w kropelkach, także możemy je dorzucić  (po parę kropli).
Pół cytryny wyciskamy do osobnej miseczki.

Ciapkę z żółtek nakładamy na wilgotne włosy, przykrywamy woreczkiem i owijamy ręcznikiem.
 Trzymamy ją na głowie jak długo się da - min. 20 minut:))

W tym czasie sok z połowy cytryny dodajemy do większej miseczki - posłuży do ostatniego płukania.

Jeśli wytrzymałyśmy z godzinkę, spłukujemy wszystko wodą i myjemy włosy ulubionym szamponem. Płuczemy, a do ostatniego płukania używamy wody z sokiem z cytryny.

Byłoby idealnie stosować taką jajcarską maseczkę raz w tygodniu.
Naprawdę działa cuda ! Przynajmniej u mnie:))

20 komentarzy:

  1. w koncu wiem jak zrobic ta maseczke, dziekuje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też powinnam zrobić bo trochę mi się włosy przyniszczyły....pozdrawiam i miłej niedzieli....

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem, że działa, ale mnie ona tak obrzydza, że nie jestem w stanie jej stosować. Nie odpowiada mi zapach, konsystencja, to, że czasami gdzieś ścieknie po skórze, że czasami przy płukaniu jajko się zetnie i zostają takie białe gluty, które ciężko zmyć. Bleh. ja na mocno zniszczone włosy polecam Wax. Najlepiej nalożyć i iść prasować ;) (ciepło z żelazka wzmaga działanie), albo wziąć książkę, poduszkę i siąść koło kaloryfera opierając o niego głowę. Zatopić się w lekturze na 2-3 godziny i mieć włosy lepsze, niż po profesjonalnej regeneracji u fryzjera za kupę kasy. :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  4. niezły patent, pewnie wypróbuję :)

    zapraszam do mnie na rozdanie z Dash44 :)

    OdpowiedzUsuń
  5. spróbuję tego ciekawego sposobu. ;)

    http://glampaula.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. na rudzielca w wersji hardcore polecam utleniacz Dżoany i do tego Pure Paprika z L'Oreala - u mnie wyszedł ogień :) fajnie, długo się trzyma i nie widzę żeby jakoś bardzo niszczył włosy

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, mnie te jajca obrzydzają...Pamiętam, jak dawno temu moja ciotka zaserwowała sobie takie jaja na fryzurę i nie mogła zmyć. Ciągły się jej takie gluty, fuj... :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Sivka, właśnie ta cytryna pomaga w spłukiwaniu:))) ...i nie nakłada się całych jaj, tylko żółtka...ale rzeczywiście jak za długo się potrzyma, albo nałoży na suche włosy mogą być problemy;))

    Tattwa, muszę tej Papriki spróbować, już też mi ktoś ją polecał:))

    Bastamb, pozdrawiam Cię serdecznie:))

    Alcyna, na szczęście nie jestem brzydząca, ale wiem ,że niektórzy żle reagują na taką jajcarską papkę;)
    o tym Waxie nie słyszałam, ale już pobuszowałam po necie i wybróbuję na pewno:))

    OdpowiedzUsuń
  9. ja z kolei polecam pół filiżanki letniego mleka + 2 łyżki miodu. Stosować na suche włosy przed myciem, na godzinkę pod folią. Potem umyć włosy. Raz w tygodniu działa cuda.
    Szkoda tylko, że nie mam na to czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Stosowałam kilka razy ale mam podobne odczucia jak Alcyna, zapach mnie odrzuca... I też polecam Wax, jest świetny, wydaje mi się nawet, że najlepszy:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio odkryłam cudowne działanie oleju kokosowego. Nałożyłam na wilgotne włosy i założyłam zwykły materiałowy czepek basenowy (w sumie nic nie ciekło). Chodziłam w tym przez kilka godzin, potem umyłam włosy. Jak dla mnie rewelacja- włosy błyszczące i mięciutkie.
    Gdzieś czytałam, że można go też używać z odżywką (taką do spłukania)- wymieszać w dłoni i nałożyć. Potem tylko wypłukać (ewentualnie z kropelką szamponu- ale niekoniecznie).

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja wczoraj po przeczytaniu tego posta postanowiłam sobie dzisiaj zafundować tę maseczkę. już jestem po aplikowaniu, włosy umyte, wysuszone - efekt rewelacyjny! dziękuję za poradę i pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. też robię,ale dodaję jeszcze oliwę z oliwek :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Często ją robię z naftą kosmetyczną z olejkiem rycynowym z "anny":) Świetna jest :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pisałam już u siebie o traumie maseczkowo-jajecznej na włosach;)
    Co do marchewki na włosach to polecam Garnier 100% nr 743 - efekt można obejrzeć na mnie;)
    Jeszcze dodatek do poprzedniego komcia: ja naprawdę uważam, że świetnie ci w koczku, tylko włoski po bokach bym bardziej przyklepała, to nie były żarty:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Za młodu też namiętnie wcierałam jaja we włosy, śniąc o bujnej czuprynie czasem w przypływie desperacji dodawałam jeszcze olejku rycynowego, który miał zdziałać cuda. Niestety nie dorobiłam się czupryny Wioletty Willas i zarzuciłam tę męczącą praktykę. Teraz używam produktów które trzyma się na głowie nie dłużej niż 3 minuty i z głowy. Wierzę w cudowną moc jajek, bo to skarbnica witamin i aminokwasów wszelakich jednakże za leniwa jestem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Super muszę wypróbować. Moim włoskom także przyda się wzmocnienie. A wiesz ja także szukam wciąż idealnego koloru rudości. Wiem już na pewno że żadna farba z drogerii nie zadziała. Musi to być profesjonalna farba z odpowiednim rozjaśnieniem ;). Ostatnio zaczęłam kupować farby w profesjonalnym sklepie dla fryzjerów.

    OdpowiedzUsuń
  18. ja ją lubie bardzo! chociaż też nie przepadam za uczucie glutowatości :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Sandrula, da się wytrzymać;)

    Anula,chyba też będę musiała coś profesjonalnego poszukać..ale wypróbuję jeszcze Loreala - podobno dobry:)

    Nurka ja też jestem leniwa, ale jak mam już włosy jak piórka, to sięgam po jajo! Po tej maseczce włosy nie gęstnieją, ale są bardzo wzmocnione!

    Pani La Mome, Tobie wyszedł świetny kolor! to już mam drugą farbę do wypróbowania;)
    poważnie mówisz,że w koku mi dobrze? hehehe, tak długo noszę rozpuszczone,że głupio się czuję w spiętych włosach:)

    Patrycjo z naftą też robiłam i potwierdzam, że działa cuda! Nawet samą naftą smarowałam włosy:)

    Gosiu, oliwy nie dodawałam - wypróbuję!

    Pędraczku cieszę się,że Ci pomogła moja maseczka. W zasadzie nie moja, bo znana jest od dawna przez wiele osób:))

    Anonimowy, dzięki za nowy pomysł! Na pewno też wypróbuję!!!

    Judy, da się wytrzymać;)

    Biurowa o tym mleku, to nie wiedziałam! Też wypróbuję!!!
    bo jeszcze niejedno farbowanie mnie czeka;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Odnośnie Loreala - robiłam ponad rok nimi, nic rewelacyjnego, u fryzjera także w salonie Loreala, żadna farba ruda nie jest trwała, zawsze wyblaknie ;)

    OdpowiedzUsuń